Jakoś, gdzieś, kiedyś... [cz.7]
Dwa dni weekendu minęły jak z bicza strzelił i Annie już w niedzielę musiała wrócić do Bullborough, co wiązało się z jej pierwszą samodzielną podróżą pociągiem. Bała się trochę, ale wiedziała, że musi dać sobie z tym radę.
![]() |
Co nas nie zabije, to nas wzmocni... |
Około godziny 13:00 Erica odprowadziła Annie na dworzec w Tensville, skąd miała dojechać do Abersdeen i tam przesiąść się na pociąg jadący do Bullborough.
![]() |
Idziemy na dworzec... |
Annie była niezmiernie smutna, gdy musiała pożegnać się ze swoją mamą. Mimo, że to samodzielne życie jak na razie bardzo jej się podobało, to mimo wszystko była przyzwyczajona, że mama była przy niej każdego dnia. Ale kiedyś trzeba wejść w dorosłość...
Po około 1,5 godzinie jazdy pociąg dojechał do Abersdeen. Tego momentu Annie obawiała się najbardziej. Bała się, że wsiądzie nie w ten pociąg i pojedzie nie wiadomo gdzie. Na szczęście drugi pociąg odjeżdżał z tego samego peronu, tylko z przeciwnego toru, więc Annie nie miała obaw, że się zgubi.
![]() |
Gdzie mam wsiąść? |
Podróż obyła się bez komplikacji i po około trzydziestu minutach Annie była już na dworcu w Bullborough, skąd podjechała do swojego akademika. Był to bardzo wyczerpujący dzień,
![]() |
Było ciężko, ale się udało! |
Już jutro Annie zaczyna drugi tydzień swoich studiów. Czy wydarzy się coś interesującego? To się okaże! 👀
Komentarze
Prześlij komentarz